27 czerwca 2004

# 30

Siedzę w stringach na krześle i czuję, że obicie mam już odciśnięte na całej powierzchni pupencji, zatem streszczać się będę. Chcę dzisiaj napisać o tym, że bardzo był mi potrzebny cały dzień z Kriczr i radocha z tego, że przez najbliższe trzy miesiące możemy odetchnąć od uczelni (szkoda, że ja nie mogę odetchnąć od pracy, ale tak, żeby mi płacili przez te trzy miesiące). Chcę jeszcze o tym - że nie lubię uprawiać seksu u niego, kiedy jego mama jest w domu, bo lubię tą kobietę i nie chcę, żeby ona przestała lubić mnie, ale czasem jest po prostu tak ciężko, ...tak niemożliwym jest powstrzymanie się, że naprawdę nie wiem, po jaką cholerę o tym piszę, zwłaszcza, że taka sytuacja powtórzy się z pewnością nie raz.
A! No i w końcu jednak jestem wyrodną córką! Yes I am. Długo już był spokój w domu, to teraz przyszła pora na obrazę majestatu, bo... a szkoda gadać. Nienawidzę być rozliczana z pieniędzy, na które sama pracuję i tyle.

Namiętnie oglądamy Friends i dzisiaj doszliśmy do wniosku, że mamy pierwsze symptomy manii, bo zaczynamy już mówić tym serialem. Lecimy po kolei, kończymy już czwarty sezon, ale że dzisiaj mieliśmy lukę przez eMula, bo się obijał, to obejrzeliśmy pierwszy odcinek ostatniego sezonu, w którym nagle okazuje się, że chyba każdy bzykał się z każdym, a Rachel wygląda już tak źle, że podejrzewam, że oddawała się też całej ekipie filmowej.
Cóż, mam nadzieje, że chociaż Chandler i Joey będą nas śmieszyć do końca, żebym po ostatnim odcinku mogła nosić taką koszulkę.

Brak komentarzy: